Trafiamy wreszcie pod wskazany
Weterynarz Rzeszów |Tanie hotele Poznań |Szkolenia Kraków
„Trafiamy wreszcie pod wskazany adres. Nie uzyskujemy jednak żadnych konkretnych informacji, poradzono nam tylko nawiązać kontakt z placówką Polskiego Czerwonego Krzyża, mieszczącą się w okazałym budynku kolonialnym w pobliżu portu. Kierował nią pan HuttenCzapski.
Przyjmują nas tam bardzo serdecznie. Otrzymujemy polskie karty tożsamości, oczywiście w języku francuskim, zaopatrzone w fotografię jej posiadacza. Dzięki osobistym znajomościom pana HuttenCzapskiego wśród wpływowych Francuzów są one respektowane na obszarze Algieru przez miejscowe władze. Ale Bóg raczy wiedzieć, czy tak będzie i gdzie indziej. Uzyskujemy również w miarę wyczerpujące informacje o tutejszych zwyczajach, warunkach podróżowania po terytorium Algierii i kilka przestróg na dalszą drogę. Reszta zależy wyłącznie od nas samych, od naszej przemyślności i oczywiście szczęścia.
Po paru dniach wyjeżdżamy pociągiem do Oranu. Zatrzymamy się zapewne na dłużej w tym mieście. Granica marokańska już stosunkowo blisko i trzeba mieć dostateczną ilość czasu na spenetrowanie realnych możliwości jej nielegalnego przekroczenia.
Zamieszkaliśmy w hotelu, bo recepcja nie kwestionowała naszych algierskich kart tożsamości. Już pierwszego dnia udałem się na miasto w nadziei zasięgnięcia języka. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jestem zarośnięty, a człowiek nie ogolony nie wzbudza zbytniego zaufania. Skręciłem więc w pierwszą przecznicę — do dziś pamiętam, była to rue du Fondouc — i zacząłem się rozglądać za jakimś zakładem fryzjerskim. Niebawem natrafiłem na niewielką razurę, w której krzątał się starszy, łysawy pan w białym kitlu.“(2)
Kolorowanki |ogłoszenia praca |
„Trafiamy wreszcie pod wskazany adres. Nie uzyskujemy jednak żadnych konkretnych informacji, poradzono nam tylko nawiązać kontakt z placówką Polskiego Czerwonego Krzyża, mieszczącą się w okazałym budynku kolonialnym w pobliżu portu. Kierował nią pan HuttenCzapski.
Przyjmują nas tam bardzo serdecznie. Otrzymujemy polskie karty tożsamości, oczywiście w języku francuskim, zaopatrzone w fotografię jej posiadacza. Dzięki osobistym znajomościom pana HuttenCzapskiego wśród wpływowych Francuzów są one respektowane na obszarze Algieru przez miejscowe władze. Ale Bóg raczy wiedzieć, czy tak będzie i gdzie indziej. Uzyskujemy również w miarę wyczerpujące informacje o tutejszych zwyczajach, warunkach podróżowania po terytorium Algierii i kilka przestróg na dalszą drogę. Reszta zależy wyłącznie od nas samych, od naszej przemyślności i oczywiście szczęścia.
Po paru dniach wyjeżdżamy pociągiem do Oranu. Zatrzymamy się zapewne na dłużej w tym mieście. Granica marokańska już stosunkowo blisko i trzeba mieć dostateczną ilość czasu na spenetrowanie realnych możliwości jej nielegalnego przekroczenia.
Zamieszkaliśmy w hotelu, bo recepcja nie kwestionowała naszych algierskich kart tożsamości. Już pierwszego dnia udałem się na miasto w nadziei zasięgnięcia języka. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jestem zarośnięty, a człowiek nie ogolony nie wzbudza zbytniego zaufania. Skręciłem więc w pierwszą przecznicę — do dziś pamiętam, była to rue du Fondouc — i zacząłem się rozglądać za jakimś zakładem fryzjerskim. Niebawem natrafiłem na niewielką razurę, w której krzątał się starszy, łysawy pan w białym kitlu.“(2)
Kolorowanki |ogłoszenia praca |